11 grudnia

11 grudnia 2004 r.

Minął ponad rok, opadły emocje a Elektromadonna nadal istnieje.

. Trochę po czasie,ale pisząc teraz coś na ten temat z odleglejszej perspektywy łatwiej coś powiedzieć w sposób obiektywny. Jeżeli już postanowiliśmy wrócić do tematu i mówić o tym co się wtedy stało na początku chcemy podziękować wszystkim tym którzy nie przeszli obojętnie obok całej akcji policji w "naszym" domu. DZIĘKUJEMY za wszystkie akcje solidarnościowe, zaangażowanie w nagłośnienie sprawy, listy protestacyjne do urzędu miasta, komendy policji oraz prokuratury.

Otóż jak to było z tym konfliktem z prawem?

Aby oddać całość relacji policja-elektromadonna należy sięgnąć podstaw ich kształtowania. Niedługo po tym jak w 2001 r. powstał skłot, dowiedziały się o nim organy ścigania. Starając się dokonać analizy tegoż środowiska wydelegowany został z V Komisariatu pan dzielnicowy "X",którego zadaniem była wstępna analiza środowiska. Składał on wizyty w domu przy ul. Warszawskiej kilka razy, usilnie namawiając przebywające tam osoby do przyjęcia mandatu za "mieszkanie bez zameldowania", wyżej wymieniony dzielnicowy "X" z biegiem czasu stał się znajomym z widzenia,będąc zarazem obiektem kpin bywalców skłotu (swoją drogą sposób jego postrzegania został przez niego samego zainicjowany poprzez ujmijmy to delikatnie "znikomą błyskotliwość"). ... W jego zwyczajach było np. rzucanie patyków naszym psiakom w celu odwrócenia ich uwagi i sprytnego "wślizgnięcia się" na teren posesji. Jakiż był ubaw osób oglądających ten sprytny proceder z okien domu. Jakkolwiek pomysł przebiegły, nie zawsze się sprawdzał - pewnego dnia został on ukąszony przez suczkę o imieniu Soja, co miało pociągnąć za sobą (wedle jego zapewnień) dalsze konsekwencje prawne. Pewnego dnia zjawiło się na terenie posesji dwóch panów, którzy grzecznie spytali o możliwość ucięcia kilku gałązek krzewów rosnących z tyłu domu. Nikt nie protestował, nie widząć w tym złych intencji pytających. W/w osoby za naszym przyzwoleniem wycięły cały plecak gałązek i wyszły. Upłynęło około 20 minut kiedy to pod bramę przybytku z piskiem opon zajechał radiowóz i wysiadł z niego dzielnicowy "X". Z napięciem oglondaliśmy jego zmagania z psami przy bramie.. ...jest, ...udało się, idąc dalej z przebiegłym błyskiem w oku stanął u drzwi:

  • "Kto tutaj wycinał BUKSZPAN? spytał dzielnicowy
  • "Jacyś żule panie władzo" odpowiedział jeden ze skłotersów.
  • hmmm..
  • Czy ma pan świadomość tego że w Rzeczypospolitej Polskiej wycinanie bukszpanu BEZ ZEZWOLENIA jest nielegalne?
  • Może i jest nielegalne, ale to nie my...
  • I tak wiem że to wy..

Po krótkiej chwili wszyscy obecni (ok.5 osób) wybuchnęli śmiechem. Dzielnicowy odwrócił się dumnie i odszedł w kierunku furtki... Za kilka dni jedna z gazet opisała akcję "rozpracowywania szajki nielegalnych wycinaczy bukszpanu", co zapewne było bezpośrednią przyczyną sprawczą zaostrzenia się postawy policji z V komisarjatu względem skłotu. Czas pewien po tych zdarzeniach po raz kolejny pojawił się dzielnicowy w towarzystwie innego funkcjonariusza. Obok pieca w jednym z pokoi leżał nóż, którym obierana była izolacja z kabli podczas naprawy instalacji, elektrycznej. Funkcjonariusz z nr.2 kopnął nóż pytając "po co wam to?" na co padła odpowiedź: Na szkoleniu pana tego nauczyli?
czego?
kopania noży :)
nie cwaniacz, po co ci to?
a czym pan w domu kroi chleb?
nożem
no widzi pan, a my nożem instalacje
nieważne, dokumenty proszę...
I w tym momencie odezwał się dzielnicowy: "Ja mam lepszy pomysł: ja zejdę z kolegą do pokoju na dole a wy będziecie pojedyńczo tam przesłuchiwani".
Panie przecież pan nawet nakazu nie masz...
MY SIĘ JESZCZE SPOTKAMY-i wyszedł z domu.

.
... Minął czas pewien i przy okazji imprezy techno stało się..
cała akcja wokół której cały hałas: Część z osób zatrzymanych posiadała narkotyki (8 osób), a części poprostu przyspożono powodów do zmartwień (trzem osobom). 90 osób zatrzymanych (tylko na jakiej podstawie?). To tak jakby policja wpadła na dyskotekę i za kilku delikwentów posiadających dragi wywlekła na mróz całą imprezę i kazała się rozbierać...
(u nas faktycznie miało to miejsce).
Co najzabawniejsze: Policja stała pod bramą DWIE GODZINY więc każdy potencjalny dealer zdążył puścić narkotyki z falą spłuczki do kibla...
A co do reszty osób: Szapanie, poniżanie, kradzieże, zabieranie z domu wszystkiego co wpadnie w ręce bez żadnego pokwitowania. Komputery, rowery, a także 2000zł które znajdywały się w jednym z pokoi, a w domu poza policją nikogo nie było...
Po całej akcji pani Joanna Lazar rzecznik Częstochowskiej policji, z dumą mówiła o "ogromnej ilości narkotyków w domu"
Może faktycznie jacyś imprezowicze poupychali jakieś gówna po kątach, ale trudno się do tego poważnie uwarunkować: W tvp2 ujrzeliśmy "kolbę z brunatną cieczą", która miała być rzekomo "Heroiną" (W rzeczywistości był to olej do smarowania łańcuchów od rowerów oraz strzykawka która pomagała dotrzeć w trudno dostępne miejsca jak przerzutki itd.)
Jakkolwiek by nie było, żadna z osób z elektromadonny nie posiadała narkotyków i zostaliśmy potraktowani niesprawiedliwie. Tak samo jak kilka osób, które z narkotykami nic wspólnego nie miały... Kradzierze, bicie, szarpanie i komentarze policjantów: "Ku..a, akcje prawie jak CBŚ zrobiliśmy".
Z perspektywy czasu jeszcze wyraźniej widać patologiczne tendencje niedowartościowanych funkcjonariuszy
Nie należy tego zjawiska generalizować, ale niestety pewien odsetek funkcjonariuszy daje upust swym problemom emocjonalnym na służbie w szeregach policji.
Także nasz wcześniejszy negatywny kontakt z policją przy tej akcji musiał mieć odbicie...
A tak optymistyczniej na koniec: akcja powinna odnieść edukacyjne skutki dla osób przychodzących na nasze imprezy z narkotykami. Nikt wam w kieszenie zaglądał nie będzie, ale zawsze może wpaść policja i to zrobić uznając zarazem, iż takie miejsca są wyjęte spod prawa i robić co zechcą z wami i Z NAMI PRZY OKAZJI...


Sprawy prawne: WSZYSTKIE POWIADOMIENIA O POPEŁNIENIU PRZESTĘPSTWA PRZEZ FUNKCJONARIUSZY ZOSTAŁY ZIGNOROWANE.

W przeciwieństwie do nas także sprawy sądowe zostały umożone: Policjant, który rzucił kotem o ściane nie poniósł żadnych konsekwencji (pomimo że byli świadkowie), nie wspominając już o złodzieju 2000 zł. Z RESZTĄ MOŻNA SIĘ TEGO BYŁO SPODZIEWAĆ!

Przecież oni razem wódkę piją

ok. półtora roku temu częstochowskie media poinformowały o libacji alkocholowej prokuratora "X" z komisarzem "Y" :)

Warto także napomknąć o uwikłaniach w mafijne powiązania- o tym fakcie poinformowała telewizja TVN w związku z zaginięciem syna jednego z Częstochowskich Businesmanów... na ten temat zachowamy jednak milczenie


Niech żyje państwo prawa!


do góry